Live Chat
Pokaż prawy panel

Fiat-Mikrus

Dziś już niewielu pamięta, że to nie "Maluch" był pierwszym produkowanym w naszym kraju mikrosamochodem. Na długo przed zakupieniem licencji na Fiata 126 zadanie zmotoryzowania Polski Ludowej próbowano bowiem postawić przed całkowicie rodzimą konstrukcją - Mikrusem MR300.

Postanowiłem przedstawić ten pojazd i jednocześnie sprawdzić jak wypada polska myśl techniczna na tle zachodnich konstrukcji, porównując go z najbardziej chyba znanym mikrosamochodem z epoki, a zarazem poprzednikiem "Malucha" - Fiatem Nuova 500 z 1957 roku.

 

Chciałbym tu zaznaczyć, że porównanie jest czysto hipotetyczne i ma na celu jedynie sprawdzenie ogólnego poziomu technicznego i prezencji tego jednego z niewielu polskich samochodów na tle najbardziej reprezentatywnego przedstawiciela europejskich mikro aut, Mikrus bowiem nigdy dla Fiacika nie stanowił konkurencji, gdyż nie uruchomiono jego produkcji seryjnej.
Zacznijmy może od "naszego" wozu. Temat małego auta "dla ludu" pojawił się pod koniec 1956 roku, kiedy to władze Polski Ludowej wpadły na pomysł szerszego wykorzystania mocy produkcyjnych lotniczych zakładów w Mielcu i Rzeszowie. W początkach następnego roku gotowe były projekty i dokumentacja techniczna, a 22 lipca 1957 w Warszawie zaprezentowane zostały prototypy nowego pojazdu. Tak więc Mikrus jest niejako rówieśnikiem "pięćsetki", co w zestawieniu z popularnością i uznaniem włoskiego auta sprawia, że trudno mu znaleźć lepszy wzór porównawczy. Małoseryjną produkcję Mikrusa uruchomiono w roku 1958 we wspomnianych wcześniej zakładach WSK Mielec (nadwozie i podwozie) oraz WSK Rzeszów (silnik).
Z Mikrusem wiązano spore nadzieje na zmotoryzowanie naszego kraju - miał być tanim i powszechnie dostępnym środkiem transportu dla klasy pracującej. Jednakże z powodu nieuruchomienia produkcji seryjnej dla zwykłych ludzi okazał się po prostu za drogi, ponadto borykał się z problemami jakościowymi. W dodatku w zakładach w Mielcu i Rzeszowie zaczęto wytwarzać zamówione przez ZSRR wielozadaniowe śmigłowce, więc w 1960 roku produkcję przerwano.


To tyle historii, przejdźmy teraz może do omawiania zestawionych pojazdów, od wyglądu poczynając. Mikrus MR300 może nie jest szczytem wyrafinowania stylistycznego, co z resztą świetnie widać na tle wybitnie zgrabnej "pięćsetki", ale na pewno nie można mu odmówić charakterystycznego uroku właściwego dawnym mikro autom. Tak w polskim, jak i we włoskim samochodzie na zewnątrz i w środku króluje prostota, jednakże widać tutaj, kto jest mistrzem w projektowaniu pięknych samochodów. O ile Mikrus sam wygląda zgrabnie i w miarę proporcjonalnie, to zdecydowanie blednie, jeśli postawić przy nim Fiata.
Wymiary wnętrz obydwu samochodów, podobnie jak wielkość zewnętrzna, są zbliżone, pomimo odmiennych konstrukcji nadwozia (Mikrus jest dwudrzwiowym sedanem, podczas gdy Fiat to dwudrzwiowy hatchback), jednakże do polskiego samochodu trudniej się wsiada ze względu na zbyt wąski otwór drzwiowy. W obu pojazdach na krótkich dystansach w miarę wygodnie (jak na rozmiar autek) podróżować mogą dwie osoby dorosłe oraz dwójka dzieci. Warto zwrócić uwagę, że Mikrus posiada znacznie większy niż w Fiacie bagażnik (ok. 200 dm3), jednakże dostęp do niego jest utrudniony, ponieważ otwór załadunkowy znajduje się wewnątrz samochodu pod deską rozdzielczą. W obydwu pojazdach (pod uwagę biorę tutaj, jak już wyżej zaznaczyłem, pierwszą serię Fiata 500 z roku 1957) drzwi otwierają się przeciwnie do kierunku jazdy.


O wyposażeniu samochodów nie można wiele powiedzieć, ponieważ były one konstruowane jako możliwie najprostsze, tanie małe auta "dla ludu". Zaznaczę tylko, że "pięćsetka" była znacznie lepiej wykończona niż polska konstrukcja. W obu pojazdach do ogrzewania służyło powietrze chłodzące silnik, przewietrzanie zaś umożliwiały otwierane szyby w bocznych drzwiach. Fiat mógł mieć ponadto odsuwany dach z materiału, co było bardzo przydatne z uwagi na gorący włoski klimat.
Obydwa auta łączy podobna koncepcja układu napędowego - silnik umieszczony za tylną osią napędza tylne koła - jednakże kwestię jednostki napędowej rozwiązano już odmiennie, ponieważ w Fiacie pracuje silnik czterosuwowy, a w Mikrusie dwusuwowy. Ponadto w każdym z samochodów do przeniesienia napędu służą czterobiegowe, manualne skrzynie biegów, z tą różnicą, że w Fiacie przełożenia nr II, III i IV są synchronizowane wobec całkowicie niesynchronizowanej przekładni w Mikrusie.


Pomimo, iż silnik Mikrusa jest o prawie 40% mniejszy od tego stosowanego w "pięćsetce", z uwagi na konstrukcję dwusuwową udało się z niego "wycisnąć" minimalnie wyższą moc maksymalną (14, 6 wobec 13, 5 KM w Fiacie). Jednakże taka koncepcja jednostki napędowej ma również zasadniczą wadę: silnik jest wyjątkowo głośny tak wewnątrz jak i na zewnątrz auta.
Osiągi obydwu pojazdów są bardzo zbliżone, przy czym słowo "osiągi" odnosi się tutaj praktycznie tylko do prędkości maksymalnej (w granicach 85 - 90 km/h), przyspieszenie bowiem raczej traci tu znaczenie. Zużycie paliwa, pomimo różnicy w pojemności skokowej, także jest podobne i zawiera się pomiędzy 4, 5 a 6 l/100 km.
Jeśli chodzi o prowadzenie, to porównywane samochody raczej nie powinny sprawiać kierowcy niespodzianek podczas jazdy, podwozia ich bowiem, jak na standardy lat 50-tych, zostały dobrze zestrojone. Podobnie ma się sprawa komfortu, znacznie wyższego niż w twardo zestrojonych współczesnych samochodach. W Mikrusie przeszkadzają jedynie zbyt małe, 10-cio calowe koła.


Przed podsumowaniem chciałbym zaznaczyć, że obydwa samochody posiadają szereg rozwiązań i detali, które budują ich "charakter" i tworzą je jedynymi w swoim rodzaju. W Fiacie 500 jest to chociażby charakterystyczne ułożenie reflektorów i przednich kierunkowskazów czy przetłoczenia na klapie bagażnika i przednim pasie nadwozia, zaś w polskim wozie występuje np. jedyny w swoim rodzaju układ wydechowy złożony z dwóch cieniutkich rurek, maleńkie lampy tylne, przywodzące na myśl światła pozycyjne samolotu, jednoramienna kierownica, której ramię jest przedłużeniem kolumny kierowniczej, charakterystyczny sposób zmiany biegów czy "lotnicze" logo w przedniej części pojazdu, przypominające, tak jak tylne światła, że samochód powstał w fabrykach maszyn powietrznych.
Podsumowując stwierdzam, że, przy założeniu produkcji wielkoseryjnej Mikrusa oraz jego eksportu na Zachód, alternatywnie importu Fiata do naszego kraju (mam tu na myśli import w pełnym tego słowa znaczeniu) samochody te mogłyby jak najbardziej konkurować ze sobą. Mikrus, pomimo wielu mankamentów, wcale tak bardzo wyraźnie nie odstaje od "pięćsetki", a nawet pod niektórymi względami ją przewyższa (chociażby bagażnik czy moc maksymalna). Ponadto uważam, że przy uruchomieniu wielkoseryjnej produkcji Mikrusa inżynierowie pomyśleliby nad poprawą jego kiepskiej jakości. Moim skromnym zdaniem polscy konstruktorzy poprawnie wykorzystali panujące wówczas tendencje w budowaniu mikrosamochodów i stworzyli wcale nowoczesny jak na swoje czasy pojazd nieźle utrzymujący poziom zachodniej "konkurencji" (oprócz Fiata 500 były to chociażby Goggomobil, od którego wziął się pomysł na konstrukcję Mikrusa, czy BMW Isetta, od której nasz samochód był znacznie praktyczniejszy). Ponadto przy założeniu produkcji seryjnej można by brać pod uwagę dalsze modernizacje, jak np. większe koła, szersze drzwi czy mocniejszy, czterosuwowy silnik, chociażby słynny S16 z prototypowej Syreny Sport (wbrew pozorom nie byłoby to takie głupie, ponieważ jednostka ta była specjalnie tak skonstruowana, by można było ją zamontować tak z przodu, jak i z tyłu pojazdu). Tak więc, zakładając dłuższą, wielkoseryjną produkcję wciąż modernizowanego Mikrusa, może w efekcie zakup licencji na "Malucha" okazałby się zbędny?...