Live Chat
Pokaż prawy panel

Test W124

Mercedes W124 260E – wiecznie żywy

Na kartach motoryzacyjnej historii zapisało się niewiele samochodów, które wyróżniałyby się pod względem trwałości. Obok wybranych modeli Toyoty, Mazdy, VW i Peugeota wszyscy pamiętamy o dwóch produktach Mercedesa. W123 i W124 – to właśnie za ich sprawą niemiecki producent stał się na dziesięciolecia synonimem wytrzymałości i niebotycznych przebiegów.

Przyglądając się Mercedesom sprzed 10-15 lat, aż trudno uwierzyć w prawdziwość powszechnie znanej opinii. Wszechobecna rdza trawiąca wszystkie modele – począwszy od A, aż do flagowej klasy S – oraz nieustanne problemy z elektroniką mocno nadszarpnęły budowaną mozolnym wysiłkiem renomę. Wróćmy jednak do czasów świetności marki ze Stuttgartu – okresu, gdzie koszty nie grały roli przy projektowaniu nowego auta. Liczyła się jedynie jakość wykonania i permanentne zadowolenie klienta, utrzymujące się nie tylko w okresie gwarancji.

 

 

Niemiecka elegancja

Efekt trwających kilka lat wysiłków sztabu inżynierów pokazano światu w 1984 roku. Wyzwania wbrew pozorom nie stanowiła sylwetka czy wyposażenie nowego modelu klasy wyższej, lecz jego wytrzymałość. Panowie z Mercedesa, najwyraźniej w przypływie emocji, postanowili stworzyć samochód trwalszy, bardziej komfortowy i nowocześniejszy niż już wówczas owiana legendą „Beczka” (W123). W124 otrzymał zgoła odmienną prezencję, zapowiadającą nowy trend stylistyczny. Miejsce łagodnych obłości zajęły wymowne ostre linie, mocno akcentujące status protoplasty klasy E. W tym miejscu spieszę zaznaczyć, iż nie znajdziemy tu polakierowanego plastiku imitującego chromowane elementy wykończeniowe. Przód konkurenta BMW serii 5 E34 zdominowany został przez wielki grill, obowiązkowo zwieńczony wystającą gwiazdą. Tuż obok umieszczono niemniej przykuwające wzrok prostokątne reflektory, opcjonalnie wyposażone w wycieraczki ze spryskiwaczem. Co ciekawe – ten sporadycznie działający dodatek, w prezentowanym egzemplarzu, wywiązywał się ze swojej funkcji wyśmienicie, utrzymując szkła reflektorów w nienagannej czystości. Prosząc dziecko w wieku przedszkolnym o narysowanie samochodu, niemal zawsze otrzymamy impresjonistyczne dzieło przedstawiające klasycznego sedana. Także Niemcy zdawali sobie sprawę, że trójbryłowe nadwozie nie potrzebuje zbędnych upiększeń w postaci licznych przetłoczeń. Skutkiem ich podejścia do czystości formy jest niczym niezachwiana sylwetka W124. Jedynie w niektórych wersjach pozwolono sobie na „ekstrawagancję”, instalując szeroką listwę chroniącą dolną część drzwi. Niestety – plastikowa osłona tylko przyspiesza rozwijanie się korozji, gromadząc wilgoć i zanieczyszczenia. Podobnie jest pod uszczelkami i chromowanymi listwami – z powodzeniem rozwija się tu rdzawy nalot. Z tyłu auta uwagę miłośników modelu przykuwa oryginalny hak holowniczy, a raczej pieczołowitość jego montażu. Po otwarciu pokrywy ujrzymy masywne wzmocnienia nie tylko podłogi, ale również ścian bagażnika.

Różnorodność wnętrza

Rozpoczynając poszukiwania własnego W124, powinniśmy przygotować się na obraz nędzy i rozpaczy, witający nas po otwarciu drzwi co poniektórych egzemplarzy. Rozdarta tapicerka, wysiedziane i skrzypiące fotele oraz masa innych uszczerbków świadczą o ogromnym zużyciu danego egzemplarza. Warto jednak szukać, bowiem, jak pokazuje rzeczywistość, cierpliwość popłaca. Minimalistyczna deska rozdzielcza odznacza się wyjątkową prostotą, znajdziemy na niej tylko  niezbędne kierowcy przyrządy, w dodatku zaprojektowane w sposób ergonomiczny. W bogatszych wersjach spotykamy drewniane wykończenia, które nadają wnętrzu należytej powagi. Niestety – lakier na drewnianych panelach pęka po latach użytkowania. Możemy oczywiście pokusić się o zakup nowych elementów za sumę około tysiąca złotych każdy. Temat wyposażenia dodatkowego w W124 mógłby stanowić przedmiot niejednego przewodu doktorskiego na renomowanej uczelni. Podstawowe odmiany były podręcznikowymi „golasami” z miejscami siedzącymi i pasami bezpieczeństwa. Dopiero wraz z wyborem mocniejszego silnika, lista opcji lawinowo rosła. Zamożny klient mógł zamówić zarówno klimatyzację, pełną elektrykę czy wysokiej klasy zestaw audio, jak i skórzaną tapicerkę wraz z elektryczną regulacją ustawień przednich foteli. Testowany egzemplarz otrzymał od producenta dwustrefowy schładzacz (prymitywną, tańszą alternatywę dla klimatyzacji), elektrycznie sterowany szyberdach oraz elektryczne przednie szyby.

 

 

Kwintesencja komfortu

Po opadnięciu kilkuminutowych emocji, jakie wywołał doskonały stan tapicerki (widocznym na fotografiach), możemy przystąpić do poznawania wzorca ergonomii lat 80. Prosty i niezmiernie przejrzysty zestaw pięciu analogowych zegarów (+zegarek) usytuowano w jedynym słusznym miejscu – za czteroramiennym kołem sterowym. Już na pierwszy rzut oka spore rozmiary kierownicy wprawiają w zakłopotanie kierowców współczesnych aut, przyzwyczajonych do mniejszych gabarytów. Co dziwne, Niemcy zapomnieli najwyraźniej o regulacji kolumny kierowniczej. Na szczęście i bez niej znalezienie dogodnej pozycji do statecznych podróży nie nastręcza trudności nawet wysokim osobistościom. Sprawę ułatwia szerokość wnętrza, dzięki której pasażer i kierowca bez przeszkód mogą korzystać jednocześnie z podłokietnika. Pomimo trzech dekad konstrukcji, przestrzeń na tylnej nakapie zadowoli dwóch nieco bardziej rosłych turystów.

Mechaniczna strona legendy

Częścią legendy W124 dla większości z nas są niezniszczalne silniki wysokoprężne. Problem jednak w tym, że znalezienie egzemplarza z przebiegiem mieszczącym się w granicach ludzkiej wyobraźni jest niemalże niewykonalne. Dużo łatwiej po miesiącach poszukiwań natrafić na wariant benzynowy z przyzwoitym przebiegiem, będący nadal w dobrej kondycji technicznej. Podstawowe silniki 2,0 i 2,3 może i są trwałe oraz bezawaryjne, ale wyraźnie brakuje im siły w kluczowych chwilach. Dużo ciekawszą pozycją w gamie napędowej Mercedesa był sześciocylindrowy (rzędowy) agregat 2,6. Wyposażony on został w dwunastozaworową głowicę i wtrysk mechaniczny KE-Jetronic i generował 160 KM i 220 Nm. Seryjnie moc trafia oczywiście na tylne koła za pośrednictwem manualnej, pięciostopniowej przekładni, bądź opcjonalnie poprzez czterobiegowy automat. Jak przystało na ostatniego pancernego Mercedesa – nie będziemy zaskoczeni niespodziewaną awarią. Chwilowe problemy z wyciekami oleju z silnika, skrzyni biegów i tylnego mostu usuniemy inwestując kilkaset złotych. Niewiele więcej funduszy poświęcimy na ewentualne rozwiązanie bolączek automatu – za około 1000 złotych kupimy używaną skrzynię w dobrym stanie (możemy także wydać 3500 złotych na jej generalny remont).

 

 

Rezygnując z eksploatacji współczesnego samochodu na rzecz leciwego Mercedesa W124 260E z automatyczną przekładnią, musimy uświadomić sobie, z jakimi kosztami eksploatacyjnymi wiąże się nasza decyzja. Najmniej optymistycznie przedstawiać się będą wydatki na paliwo. W mieście zużycie 13-15 litrów na setkę to nic nadzwyczajnego. Natomiast w trasie zmieścimy się w granicach 9 jednostek, utrzymując defiladowe tempo podróży. Kolejnym argumentem przeciw całorocznej jeździe bez mała zabytkowym „Niemcem” jest podatność na rdzę. Wystarczy jedna polska zima, by pojawiła się widoczna korozja. Jednak z drugiej strony, W124 traktowany jako drugie lub trzecie auto w rodzinie, okaże się doskonałą lokatą. Należycie utrzymany będzie tylko zyskiwał na wartości, ciesząc oczy właściciela.

Dane techniczne:

Silnik 2,6

Okres produkcji: 1985-1993

Pojemność skokowa: 2597 cm3

Rodzaj silnika: benzynowy, wolnossący

Moc: 160 KM przy 5800 obr./min

Moment obrotowy: 220 Nm przy 4600 obr./min

Ułożenie silnika: wzdłużne

Liczba zaworów: 12

Zasilanie: MPI

Napęd:

Osie napędowe: tylna

Skrzynia biegów: 4-biegowa, automatyczna lub 5-biegowa, manualna

Osiągi:

0-100 km/h: 9,8 s

V-max: 210 km/h

Wymiary:

Masa własna: 1420 kg

Pojemność bagażnika: 520 l

Długość/ szerokość/wysokość: 4740/1740/1431

Rozstaw osi: 2800

Zużycie paliwa:

Według producenta miasto/trasa/średnie: 12,9/8,5/10,3

Według użytkowników miasto/trasa/średnie: 13-15/9/11